english version    
 

Relacja z wyprawy



1. Pomysł i przygotowania

Pomysł wyjazdu na Islandię pojawił się jesienią 2005 roku, ale brak wsparcia i ogólne problemy pokrzyżowały plany. Jednak myśl o tajemniczej i dzikiej Islandia nie dawała nam spokoju. Po wakacjach, w październiku, z nowymi siłami i zapałem zapadła decyzja o reaktywacji projektu. Rozpoczęły się przygotowania. Uzyskaliśmy poparcie władz naszej uczelni. Załatwiliśmy przewodniki i mapy, a także potrzebny sprzęt naukowy. Najtrudniejsze okazało się zaplanowanie i zgranie samego przejazdu. Najpierw przeprawa promem z Gdańska do Nynashamn, szybki przejazd do Bergen, skąd odpływał drugi prom na Islandię. Dzielna Emilka nie zawiodła. Wszystko poszło pomyślnie, wyruszyliśmy w podróż marzeń.
2. Promem do Nynashamn

I zaczęło się. Tak długo wyczekiwany wyjazd właśnie się rozpoczął. Po załadowaniu 8 skrzyń jedzenia na bagażniczek naszego Nissanka, żegnani przez przyjaciół i rodzinę, 17 czerwca 2007 roku o godz.16.30 stawiliśmy się wszyscy w Nowym Porcie, skąd odpływał nasz prom Polferries do Szwecji.
3. Bergen

Obudziliśmy się połamani. Fotele, w których przyszło nam spędzić noc na promie, okazały się nadzwyczaj niewygodne. Po kilku godzinach wyczekiwania, zawinęliśmy do portu, skąd udaliśmy się w długą, krętą drogę do Bergen. Wbrew zapewnieniom Sylwii, zwanej Czarną Owcą, trasa wyniosła nie 500 a 1000 km. Dzielny Piotrek siedzi za kierownicą już 16 godzin - nasz Bohater.

Bergen - najbardziej deszczowe miasto Europy przywitało nas upalną, słoneczną pogodą. Po regenerującym posiłku na parkingu, ruszyliśmy zwiedzać miasto. Na lokalnym targu rybnym dziewczyny wzbudziły podziw rybaków wykazując się nadzwyczajna wiedzą na temat sprzedawanych przez nich stworzeń. Na wjazd na kolejny prom - Smyril Line musieliśmy trochę poczekać. Atrakcjom nie było końca- basen, solarium, ukochana sauna Marty a wieczorem... imprezka! I potańcówka w Viking Clubie do białego rana.
4. ISLANDIA

4.1 Seyoisfjörour

Zawijamy do portu. Naszym oczom ukazują się bezkresne góry Islandii. Wstaliśmy wcześnie rano, potem pożegnanie z niemieckim Szwajcarem znad Odry, szybkie pakowanie i wyjechaliśmy na ląd. A tam czekała na nas juz odprawa celna. Okazało się, że wolno przewozić jedynie 3 kg jedzenie na głowę. My mieliśmy 150kg... Jednak, dzięki uprzejmości celników, mogliśmy nasz prowiant wykupić (1kg - 3 euro). Niezrażeni i szczęśliwi, w końcu pojechaliśmy odkrywać piękno wyspy. Otoczeni bazaltami, na czarnej, wulkanicznej plaży, rozbiliśmy nasz pierwszy obóz. Czekało nas jeszcze pobieranie próbek i ciepła kolacja przy ognisku. Czekając na zachód słońca, trochę się zasiedzieliśmy...
4.2 Północno- wschodnia Islandia

Dni upływają nam szybko. Trudno zliczyć wszystkie odwiedzane miejsca. Jednak najciekawsze - kraina niesamowitych struktur wulkanicznych, wszechogarniający zapach siarkowodoru, bezkresne pola lawy, potężny wodospad Dettifoss i Jezioro Mývatn zwiedziliśmy dokładnie. Podczas zbierania próbek Sylwia zafundowała sobie nawet regenerującą maseczkę z wodorostów. W Húsaviku, mieście znanym jako najważniejszy ośrodek obserwacji wielorybów, nasze dziewczyny miały okazję oglądać delfiny i humbaki - do końca dnia uśmiechały się promiennie. Zaliczyliśmy także naszą pierwszą kąpiel na świeżym powietrzu w źródle geotermalnym. Czujemy się świetnie.
4.3 Akureyri

Akureyri to drugie pod względem wielkości miasto Islandii. Dzięki doskonałej lokalizacji u nasady długiego fiordu miejsce to oferuje wszystko, co w Islandii najlepsze. Po wyjechaniu z centrum, rozbiliśmy się koło zatoczki, z której znów pobieraliśmy próbki do badań. Każdy ma swojego bzika - Magda zbiera bazalty, Mała Mo jest dumna ze swojej zdobyczy - wielkiego wieloszczeta, a reszta dziewczyn zbiera muszelki, pumeks, glony - jednym słowem - co popadnie. W tym czasie nasi Bohaterowie, z drewna i kawałka starego drutu zmajstrowali grilla, na którym z zapałem wszyscy piekliśmy zapiekanki. Najedzeni do syta mieliśmy okazję oglądać zachód i wschód słońca... jednocześnie.
4.4 Reykjavik

Na pierwszy rzut oka Reykjavik wydaje się niewielkim miasteczkiem, lecz jak na islandzkie standardy jest metropolią. Stolica nastawiona jest głownie na młodych, odbywa się tu wiele imprez artystycznych i muzycznych, działają liczne kawiarnie i restauracje, kwitnie życie towarzyskie. Niestety nas miasto trochę rozczarowało. Najmilej wspominamy islandzką pizzerię, w której daliśmy odpocząć naszym żołądkom od wciąż spożywanego kuskusu i makaronu. Miłym zakończeniem pobytu w stolicy, było umówione spotkanie z profesorem Uniwersytetu w Reykjaviku. Mieliśmy wtedy niepowtarzalną okazję zapoznać się z prowadzonymi tam badaniami, jak i wymienić się doświadczeniami naukowymi wyniesionymi z naszej macierzystej uczelni. Promując Uniwersytet Gdański, wręczyliśmy Profesorowi... ilustrowany album naszej uczelni. W zamian otrzymaliśmy bezcenny klucz do oznaczania gatunków arktycznych, który wzbogaci zasoby naszej wydziałowej biblioteki.
4.5 Sandgerdi

Kolejne trzy dni przyszło nam spędzić na bezpłatnym campingu w Gardur. Półwysep Reykjanes okazał się niezwykle malowniczym i wietrznym miejscem. Próby, próby i jeszcze raz próby. Krążymy po okolicy naszym Nissankiem, którego moc przewyższa tylko jego tajemniczość, wzbudzając duże zainteresowanie wśród lokalnej społeczności. Marta z Agnieszką znalazła hordę dzikich omułków - jest przeszczęśliwa. Spędziliśmy, dwa dni ( i dwie noce ) w Instytucie Sangerdi Marine Centre dzięki uprzejmości pracowników naukowych. Na szczęście znalazł się czas i na odpoczynek. Po wycięciu omułkom skrzeli, najodpowiedniejsza okazała się odnowa biologiczna w słynnej Błękitnej Lagunie ( Bláa Lónioh ). Nie zawiedliśmy się - gorąca kąpiel, bicze wodne, sauna, regenerująca maseczka z krzemionki, lekki odór siarkowodoru – naprawdę było warto.

4.6 Golden Circle

Wielkie pakowanie. Łamiemy wszelkie prawa fizyki, mieszcząc w naszych autach cały sprzęt i nieustraszoną ekipę. Zmierzamy do Parku Narodowego Pingvellir. Mieliśmy okazję zobaczyć najbardziej widoczny rozłam płyt kontynentalnych: europejskiej i amerykańskiej, które oddalają się od siebie każdego roku o 2 cm. Potem były jeszcze gejzery - Strokkur i Stóri Geysir oraz szalony pomysł Piotrka aby ugotować obiad w gorącym źródle. Hmm... czemu nie! Posileni cieplutkimi pulpetami zwiedziliśmy ostatnią atrakcję należącą do Złotego Kręgu - najsłynniejszy na Islandii Wodospad Gullfoss.


4.7 Landmannalaugar

Landmannalaugar ( 600 m n.p.m ) obejmuje jedno z największych pół geotermalnych na Islandii. Bajecznie kolorowy krajobraz, gorące baseny i wspaniałe szlaki piesze sprawiają, że to miejsce trzeba koniecznie zobaczyć. Niestety droga do Landmannalaugar jest dość kręta i zawiła. Nie pomaga na pewno brak numeracji dróg. Ale dzięki temu, ku ogólnej radości i podekscytowaniu żeńskiej części załogi, zafundowaliśmy sobie mały rajd naszą terenówką. Góry Tęczowe urzekły nas niezapomnianym krajobrazem, kolorowe formacje skalne pozostaną na długo w naszej pamięci. Zakończyliśmy dzień kąpiąc się w gorących źródłach Landmanagaudar.
4.8 Park Narodowy Skaftafell

Nocujemy u podnóża największego w Europie lodowca Vatnajőkull, nieopodal Skaftafell, najokazalszego parku narodowego Islandii, gdzie lodowce spływają ku wybrzeżu. Widoki jest oszłamiajacy. W tym rejonie zwiedziliśmy malowniczy wodospad Svartifoss. Następnie udaliśmy się wytyczoną trasą do czoła lodowca Skaftellsjőkull. W dalszej części podróży urzekła nas lodowa laguna Jökulsárlón, z której pobraliśmy próbki do naszych badań. Teraz to już żadna zimna woda nie jest nam straszna!

4.9 Egilsstaoir i jezioro Lógurinn

Obudziła nas wichura składająca nasze namioty. W Höfn, głównym mieście i porcie na południowym wschodzie, zebraliśmy kolejne materiały do naszych badań. Zmierzamy do Egilsstaoir i dalej dookoła jeziora Lógurinn oraz jedynego lasu Islandii - Hallormsstaotur. Najdzielniejsze dziewczyny zwiedziły Hengifoss, trzeci pod względem wysokości wodospad Islandii i nieco mniejszy Litlanesfoss, otoczony pionowymi bazaltowymi kolumnami i przypominającymi plastry miodu formacjami skalnymi. Tylko Mała Mo była rozczarowana. Przegapiliśmy kościół ze słynną sceną batalistyczną z XIII. Wracamy do Seyoisfjörour, gdzie po raz ostatni na Islandii rozbijamy nasz mały obóz.
5. Wyspy Owcze

Ostatniego dnia się rozpadało. Islandia żegna nas na smutno. Szybko wstaliśmy i udaliśmy się na promowisko, gdzie czekał już prom Smyril Line. Stanowczo za mało snu. Z naszych kabin kazali się nam ewakuować o 05:00 rano. Niespodzianką okazał się spędzony weekend na Wyspach Owczych. Otaczają nas malownicze domki tuż nad samym morzem. Po długich poszukiwaniach, rozbiliśmy się w końcu na punkcie widokowym. Ponieważ nasz prom przypływa dopiero rano, postanowiliśmy zintegrować się z lokalną społecznością.
6. Powrót do domu

AŁA! Czujemy się połamani. Niezrażeni jednak, wesoło ruszyliśmy na prom. Priorytetem okazała się kąpiel. Pomysłów na spędzenie tego dnia było sporo. Chcą nas wykończyć. Znów pobudka o 04:30 rano i opuszczenie kabin o 05:00. Jednak kanapka z owocami morza z Bergen rekompensuje wszystko. Zadowoleni jedziemy dalej, aż do Nynashamn, skąd odpływa nasz ostatni w tej podróży prom. Wracamy do domu...

Ale już niedługo... Maroko! :)


Sponsorzy:

   
Patronat medialny: